fbpx
MENU

Czas zacząć krótką podróż z tą parą.

Kolejny plenerek. Jak go zapowiedzieć? Nie wiem. Nie mam pojęcia, bo był inny.

Gizelę i Łukasza już pewnie znacie z ich reportażu, który również miał miejsce w tym miejscu, czyli Pałacu Baborówko. Miejsce na tyle różnorodne i ciekawe, że opcja pleneru tam była oczywista. Mimo niewątpliwej fotogeniczności tego miejsca, nieco deprymował mnie fakt, że powstało tam wiele zdjęć o tematyce ślubnej i tym podobnej wykonanych przez ekstraklasę polskiej fotografii, że można łatwo się wyłożyć.

Najprostszy scenariusz to znaleźć sobie taką sesję i ją powielić. Proste, prawda? Być może, ale kto szuka dróg na skróty, nigdy nie znajdzie skarbu. To co najcenniejsze zawsze schowane jest tam, gdzie trzeba zadać sobie sporo trudu. Najlepszym co mogłem zrobić w tej sytuacji to szybkie obejście terenu, żeby rozeznać się w ciekawych miejscach i do dzieła. To tyle co mogłem zrobić ja. Teraz Gizela i Łukasz. Widziałem lekkie przerażenie w oczach, gdy krótko wprowadziłem ich w to co będziemy na sesji robić i jaka jest ich rola w tym. Mieli męczący dzień, więc i brak energii do sesji.

Po poniższych zdjęciach raczej tego nie widać, więc bardzo dobrze wkręcili się w sesję i było bardzo z jajem. Czasem czule i blisko, a czasem luźno i bez zbędnej powagi. I tak lawirowaliśmy między typowo miłosnymi kadrami, a czymś co po prostu wyszło w żartach.

Po oddaniu zdjęć Łukasz powiedział mi, że powaga zabija powoli. Słusznie. Czy fotografie byłyby autentyczne, gdyby Giza i Łukasz próbowali grać zupełnie poważnie, skoro to nie ich klimat? NIE. Naturalność niejedno ma imię. Naturalność to usposobienie i charakter osób, i cechy te trzeba pokazać na zdjęciach. Sylwetki ludzi w pustych i sztywnych pozach oraz twarze, na których jedyną emocją jest “Jezu, ile jeszcze to potrwa” to też zdjęcia. Pytanie co takie zdjęcia pokazują? Czy budzą jakiekolwiek emocje? Czy są autentyczne? Pewnie w jakimś sensie tak, bo przecież na sesji tak było, ale gdzie miejsce na autentyczność fotografowanych osób? Czy można zrobić zdjęcia, które żyją od emocji próbując wpasować każdą osobę w ten sam schemat? Nie sądzę.

Efekty oceńcie sami poniżej. To nasze wspólne dzieło. Gizeli, Łukasza i moje. Daliście iskrę inności, swoje usposobienie i styl bycia. Wyszło super. Przynajmniej według mnie, bo cieszy mi się mordka jak patrzę na te zdjęcia i przypominam sobie przebieg sesji.

ZAMKNIJ