fbpx
MENU

Zapraszam na krótką podróż z Martą i Tomkiem

Cześć! Wychodzenia z zaległości w materiałach na stronie ciąg dalszy.

Przyszedł czas na reportaż ślubny Marty i Tomasza. Mimo, że zawsze powtarzam, że nie ma reportaży gorszych i lepszych, a wszystkie są po prostu inne, to te, które dzieją się w jednym miejscu mają w sobie wyjątkową magię, spokój i pozbawione są szaleńczego tempa, które jest niszczycielem atmosfery, gdy każdy punkt dzieje się w innym miejscu. Ten dzień miał miejsce w Pałacu Śródka. Dla mnie jako fotografa najważniejsi są ludzie i emocje, bo to jest prawdziwym budulcem historii, ale niewątpliwie jeśli dwa pierwsze dopisują, to doprawienie całości w klimatyczne otoczenie potęguje atrakcyjność materiału.

Marta i Tomek mieli w sobie wyjątkowo dużo luzu i spokoju tego dnia. Co prawda mówili, że stresik jest, ale chyba był malutki. Nie byli zagonieni, a do miejsca ceremonii plenerowej i sali weselnej mieli 100 metrów i było czuć, że dobrze to na nich wpływa. W zasadzie wszystko zrobili z luzem i po swojemu za co szacunek, bo nie uwikłali się w nasze rodzime “wypada lub nie wypada”, ale po kolei.

Przygotowania zacząłem od… sali i altanki, gdzie miała odbyć się ceremonia. Po tym odwiedziłem ich w pałacowym apartamencie, gdzie w klimacie XIX wiecznego wnętrza powoli rozpoczynali swoją historię w towarzystwie ich ulubionego pro secco. Reeelaaaksss max 🙂 Cóż, spokojne przygotowania w klimatycznym wnętrzu obfitowały w ciekawe kadry. Tutaj pasowały jak ulał nieco bardziej kontrastowe i ciepłe tonacje.

Ceremonia plenerowa nad stawem wśród zieleni i Marta ze swoim wiankiem i bukietem z kolorowych kwiatów polnych dała mi wspaniałe pole do popisu w moich ulubionych naturalnych kolorach, które dla podkreślenia klimatu jeszcze nieco nasyciłem. Ależ mi się to podoba i mam nadzieję, że Wam również. Przebieg ceremonii nieco zaburzały coraz głośniejsze grzmoty i coraz ciemniejsze chmury, które z minuty na minutę były coraz bliżej. Wyszło jednak na to, że ja byłem tym bardziej przejęty, niż młodzi, którzy wcale nie zwracali na to uwagi i cieszyli się chwilą. Los był dla nas łaskawy i ulewa przyszła dopiero na koniec życzeń.

Przyszedł czas na salę weselną. Drewniana, stylizowana na stary obiekt sala wśród zieleni zrobiona w rustykalnym stylu. Nie jest to najłatwiejszy przeciwnik dla fotografa, bo dużo drewna to zawsze twardy przeciwnik, ale niewątpliwie buduje to wspaniały klimat do zdjęć. Co więcej po ulewie znów wyszło słońce i dało mi radochę, bo mogłem w pełni wykorzystać walory otoczenia sali i w przerwach od tańcu polować na gości relaksujących się na zewnątrz. Uwielbiam to, bo reportaż staje się dzięki temu bardziej atrakcyjny.

No i było jeszcze jedno urozmaicenie, którego w tych okolicznościach nie mogłem odpuścić. Krótka sesja plenerowa w dalszych częściach pałacowego parku. Stylizacja Marty była po prostu stworzona do tego, by w delikatnych promieniach słońca uwiecznić ją razem z Tomaszem wśród łąk i drzew.

Przyjęcie weselne pełne było wspaniałej zabawy i nieszablonowego podejścia. Brak pierwszego tańca, czy klasycznych oczepin sprawiał, że było tym bardziej klimatycznie, a sednem sprawy była po prostu dobra atmosfera i zabawa. Reportaż zwieńczony został romantycznym tańcem ze świeczkami i na tym zakończyłem swoją rolę. Był to też koniec części bardziej oficjalnej, bo potem przyszedł czas na imprezę w klimatach muzyki klubowej. Wisienka na torcie w tym całym zbiorze rzeczy, które zrobili jak chcieli!

 

ZAMKNIJ