fbpx
MENU

Dzień, który zapamiętam jako emocjonalną bombę!

Hej moi mili!

Kolejna galeria i kolejna wspaniała para. Tę dwójkę mieliście już okazję widzieć w mojej galerii, ponieważ spotkaliśmy się wcześniej na sesji narzeczeńskiej w Poznaniu. Chodź dzieliła nas odległość ponad 500km udało się spotkać na półtora miesiąca przed ślubem. Już sesja była świetnie spędzonym czasem, a dzień ich ślubu tylko dopełnił naszą znajomość.

Nie wiem czy tylko ja tak mam, czy to normalne, ale jakoś tak nawiązuję bliską relację duchową z moimi parami. Chcę być przyjacielem i dobrym duchem, w którym mają wsparcie i poradę. Chcę żeby wszystko się udało, żeby byli szczęśliwi w tym dniu i każdym następnym po ślubie. Fakt, jako fotograf przyjeżdżam wykonać swoją pracę, ale nie wyobrażam sobie wykonywać jej bez 100% mentalnego angażu. W 2019 zacząłem też z każdym weselem coraz śmielej wychodzić z roli fotografa obserwatora i stawać się kreatorem, ale nie z przesadą. Tylko w tych sytuacjach, gdzie nie było ryzyka zgaszenia naturalnych emocji i interakcji międzyludzkich. Te są zawsze nadrzędne. Jeśli jednak scena ich nie ma, to wtedy dla przyprawienia rzeczywistości zaczynałem nieco bawić się w kreatora. Wszystko dla lepszych zdjęć i jeszcze lepszej pamiątki.

Wracając do sedna. Z Kasią i Aleksandrem udało mi się nawiązać świetną relację, którą długo będę wspominał i mam nadzieję, że nie tylko ja. Wszystko przypieczętowaliśmy jeszcze sesją o świcie dwa dni po weselu, ale to zobaczycie niebawem!

Przygotowania odbywały się w domu rodzinnym Kasi. Panowała tam sielska atmosfera doprawiana dobrą muzyką w tle. To był w ogóle bardzo artystyczny dom. W trakcie przygotowań w domu było wiele osób, a z biegiem czasu coraz więcej. Było rodzinnie, emocjonalnie i wyczuwalna była uroczysta atmosfera. Pewnie stres też, ale nie był on numerem 1 tego dnia, więc pojawiało się sporo bardzo fotogenicznych, rodzinnych momentów. To dawało mi mega kopa mocy!

Ceremonia ślubna również była mocno emocjonalna i pełna wzruszeń. To jest to o czym mówiłem. W zasadzie jestem obcą osobą, a łezka w oku potrafi się zakręcić. Czasem jest to efektem padających słów, a czasem wzruszenie wynika z wzruszenia głównych bohaterów. Taka reakcja łańcuchowa. Coś jak śmiech wywołany śmiechem innej osoby nawet jeśli nie wiem co śmiesznego się stało. Czy powinienem przyznawać się do wzruszeń jako mężczyzna? A czemu nie. To nie grzech, ani ujma. Po prostu przeżywam to z Wami!

No i jesteśmy na weselu. Było licznie. Początek również pełen był wzruszeń i “momentów”. Szczególnie mocno wywołanych opowieścią mamy Olka jego relacjach z bratem Maksem i pewnych rodzinnych historii.Tu dopiero pękła tama emocji. Nie myślcie jednak, że same wzruszenia i wzruszenia. Zabawa też była gruuuba co zapewne pokażą Wam zdjęcia.

Jednym słowem weekend pełen wrażeń. Piątek z Julitą i Grzegorzem w Poznaniu, a sobota 500km dalej w Tarnowie z Kasią i Olkiem. Po takich weekendach człowiek długo wraca do rzeczywistości, ale też długo je wspomina!

ZAMKNIJ