fbpx
MENU

Kolejna lipcowa historia. Tym razem towarzyszyłem we wspaniałych momentach Kindze i Marcinowi.

Choć mieliśmy przeżyć tę przygodę w kwietniu (w moje urodziny 😀 ), to covidowe perturbacje zmusiły do zmiany terminu. Nie wiem jakby to wszystko wyglądało w pierwotnym terminie, ale to co wydarzyło się w lipcu, było meeeega! Miło wrócić wspomnieniami do tej historii.

No to zaczynamy.

Kinga i Marcin przygotowywali się razem w ich mieszkaniu. Nie zabrakło rodziny, która nam towarzyszyła 🙂

Proces przygotowań zaczęła Kinga

A Marcin przyodział ślubny uniform chwilę później

Jeszcze kilka portretów…

…i przyszła pora na first look!

Jeszcze butonierki, błogosławieństwo…

…i można przejść do clue sprawy!

No to wchodzimy

Let’s say double YES

Ulokowanie pierścieni na odpowiednich palach przyniosło gromkie brawa

Gdy już mieliśmy za sobą sedno sprawy…

…mogliśmy udać się na zasłużoną strawę, ale najpierw detaliki…

…słodkie cudeńka…

…i zajechali!

Toast wypili, gości przywitali, pierwszy taniec zaprezentowali!

Parkiet ożył 🙂

Jednak zanim tak na dobre, to jeszcze drinki, gawędy, mniej oficjalne przywitania…

…i na drugą nóżkę!

A, gdy tych nóg było już prawie tyle co u stonogi…

…to uciekliśmy na zachód słońca!

I było bardzo, bardzo zabawnie 😀

Jednak zachody słońca jak wszystko co piękne, nie trwają wiecznie…

…więc sprawdźmy jak tam mają się te nasze stonogi!

Flow, ekspresja i mocne akcentowanie na werble.

Łohh, co tam się działo! Let’s take a breathe of fresh air…

…ale bez przesady, bo mięśnie nie mogą wystygnąć!

I nie stygły, aż do godziny zero, czyli oczepin.

A tutaj przyszedł czas pożegnać się, choć wiedziałem, że wiele jeszcze się tam wydarzy 🙂

ZAMKNIJ