fbpx
MENU

Sesja rodzinna Malwiny i Tomka

Cześć!

Z Malwiną i Tomkiem umówiliśmy się pewnego czerwcowego, środowego popołudnia. Wcześniej razem poszukiwaliśmy idealnej miejscówki i finalny wybór padł na moją propozycję. Myślę, że był dobry, bo mieliśmy fantastyczne warunki do spędzenia wesołej przygody. Trudno inaczej nazwać tę sesję, która wymknęła się spod kontroli i dosłownie toczyła własnym życiem. Po prostu się działo i po prostu fotografowałem. Upocony jak… , ale radochę miałem przednią. Dwójka małych dzieci nie pozostawia miejsca na żadne scenariusze. Dodaj do tego stado kóz i owiec i dostajesz przepis na to jak osiągnąć CHAOS 😀

Najpierw było spokojnie, picknikowo na łące jak z bajki ze zwierzętami pasącymi się w tle. Sielanka. Nie długo później w czasie, gdy poszliśmy rozprostować kości, nagle znikąd baran zjadł picknik, a gdy podeszliśmy ratować co zostało, koza postanowiła zaznaczyć teren i nasikać na koc. Niemniej jednak było śmiesznie. W czasie zabawy ze zwierzętami mała koza zaczęła wskakiwać na grzbiet barana, a dziewczynki, Malwina i Tomek mieli z tego dużo śmiechu.

Później spacerek nieopodal łąki i przemieszczenie kawałek dalej i jeszcze dalej. W pewnym momencie przemieszczania Tomek powiedział mi, że wygrałem konkurs na największe haszcze, bo wjechaliśmy w taką gęstwinę w lesie, że zrobiło się praktycznie ciemno. Dobrze jest mieć terenówkę do dyspozycji i znać leśne szlaki. Można dotrzeć do bardzo ciekawych miejsc. Co ciekawe to atut okolic Śródki, bo przemieszczając się, nie pokonaliśmy więcej, niż kilometra, a jak widać krajobraz zmienia się mocno i kilkukrotnie na bardzo małym obszarze. Magia!

Sesja była absolutną zabawą dla nas wszystkich. Mega radocha, dużo akcji i zdjęć. Te robiły się w zasadzie same. Jest na nich więcej emocji, niż czasami człowiek w biegu za doczesnością nie wyrazi przez dwa tygodnie. Na sesji byłem po prostu członkiem akcji, nie brałem w niej udziału, ale cały czas za nią podążałem obserwując z każdej strony. Przed spotkaniem miałem kilka pomysłów na tę sesję, ale po za miejscówkami i ogólnym kontekstem, to w kadrach żaden koncept się nie znalazł. Wyszło całkowite łapanie chwil, emocji, gestów. Uwielbiam, gdy na sesji mogę po prostu łapać kadry nie musząc zbytnio w nie ingerować. Efektami takiego scenariusza zawsze jest magia autentyczności zdjęć. Zero udawania, a jedynie naturalność, swoboda, zabawa. Dlatego na samym początku nazwałem tę sesję przygodą. Bo nią była 🙂

Malwina przed sesji mówiła mi, że podobają jej się kolory wpadające w pastelowe tonacje. Lubię bawić się obróbką, więc z chęcią zabawiłem się w mix pasteli i naturalności. Kolory pastelowe, ale nie nazbyt jasne, na krawędzi naturalności.

Tymczasem zapraszam do zdjęć 🙂

Początki były spokojne

Kozy skaczące po baranie

Picknikowy klimat

Wspólne gry i zabawy

Rodzinne czułości

Więcej czułości!

Wspólne spacery wśród zielonych traw

Podniebne loty i przytulasy

Kolejna łąka i bańki mydlane o zachodzie słońca

Kąpiele w promieniach zachodzącego słońca

Matczyna miłość!

“Tatczyna” miłość

A na koniec wędrówka przez pola zbóż

Radość! 🙂

Zbliżenia

Lecz wszystko co dobre kiedyś się kończy i trzeba wracać…

ZAMKNIJ