fbpx
MENU

Ten materiał na dysku już ostygł, ale sam w sobie jest gorący jak świeże pączki.

To nie ślubne repo, a sesja. Nie stricte portretowa, nie narzeczeńska. Trudno mi to sklasyfikować jakimś jednym słowem. Kilka outfitów, kilka miejsc, jedna modelka, jeden wieczór.

Nic nie dzieje się przypadkiem, ponieważ na insta kilkukrotnie pisałem, że chcę mocno przyskillować “portretowanie” co sukcesywnie czyniłem podczas plenerów ślubnych, czy sesji narzeczeńskich, jednak brakowało mi “kropki nad i” i nie widziałem jak to ugryźć. A wszystko zaczęło się…

Pewnej soboty, gdy pojechaliśmy z moją narzeczoną i moją mamą do Poznania w poszukiwaniu sukni ślubnej i garnituru dla mnie (tak, mnie też to niedługo czeka). W czasie, gdy oczekiwałem na kobiety, wszedłem do Empiku (kryptoreklama) i w ręce wpadło mi coś, czego nigdy bym się nie spodziewał – Vogue. Damn, ale co, ja, chłop i “Wołg”/”Wogu”/łotewa? Jak to? No, ale stało się. Wyszedłem z nim pełen zajawki, bo to jednak ikona. Na modzie to ja się nie znam, szczególnie na tej ekstrawaganckiej. Niemniej jednak pismo to jest suto zdobione fotografiami najlepszych z najlepszych. 30 minut później już miałem zamówione 4 inne numery.

Kilka dni później zacząłem karmić swoją głowę wizualną częścią tego czasopisma. Dwa tygodnie później nadarzyła się okazja by inspiracje przelać na matrycę i cholernie mnie to jarało. Efekty tej kipiącej jak wrząca woda z garnka zajawki możecie zobaczyć poniżej. To tylko skrót, bo upust ciśnienia ze zbiornika z kreatywnością dał efekt w dużej liczbie kadrów i choć wszystkie prezentowały dobry i ciekawy poziom, to wrzucam Wam poniższe. Z mistrzami fotografii publikującymi na łamach wspomnianego wyżej pisma konkurować nie zamierzam, ale nikt nie jest mistrzem od razu, a ja postawiłem dopiero pierwszy krok na tym szlaku. Musiałem opowiedzieć Wam jak do tego doszło 

A co do postprocessingu, to trochę poszalałem bawiąc się tonacjami w zależności od światła, otoczenia i stylizacji Oliwii. Mam nadzieję, że efekty tych zabaw przypadną Wam do gustu. Dla mnie proces obróbki tego materiału to był prawdziwy groundbreaking. W reportażach ślubnych nie lubię tonacji nie naturalnych, bo to IMO nie miejsce na zakłamywanie rzeczywistości, a jedynie jest “przyprawienie”. Ta sesja dała mi wolność i postanowiłem zrobić z tego użytek, choć bieli wykręconej w brąż, czy skóry o czerwonym zafarbie to sie nie spodziewajcie 

ZAMKNIJ